Wszędzie dobrze, ale w domu najgorzej

Blog
Data publikacji : 10 lipca 2026

Halyna traciła resztki cierpliwości. Nie żeby fabrycznie miała jej zbyt wiele – siostra trzech młodszych braci wiedziała od dziecka, że jeśli chłop ma łańcuch za długi, to coś się prędko odwali. Ale Zenek tańczył na linie. Właściwie to siedział na tyłku, na sofie, przed odpalonym w tiwiszu meczem i miską prażynek bekonowych. I pewnie posiedziałby tak we względnym spokoju (przynajmniej do czasu nieuchronnej katastrofy), gdyby nie ostry dźwięk syknięcia, jaki wydało z siebie otwarte cichaczem, nagazowane Armacowe Krzepkie 12V.

-Już mordę moczysz? A listwę do sprzętów żeś kupił?

-Jutro.

-Jutro?! Jutro to wiesz co będzie?

Zenek wiedział lepiej, że lepiej jest nie wiedzieć. Wstał, burknął coś pod nosem, zostawił za sobą wygody i tragikomedię meczu Polska-Gdziekolwiekostan (przed gwizdkiem pierwszej połowy orły kulały 6-7) i wyruszył na misję poboczną. Dzień wcześniej ukończyli remont. Poza fundamentami wszystko było nowe – a przynajmniej tak wypucowane, że mogło za nowe uchodzić. Pralka, zmywarka, tynki, elewacja, podłogi, telewizor, lodówka i blaty. Eri, beri, pompki, rowery, nawet ten cały er-frajer, co podobno robi zdrowo i bez tłuszczu i bez sensu. No ale chciała mini-piekarnik, to ma. Remont trwał 2 lata i kosztował furę siana, załamanie nerwowe, pięć kolejnych warstw wzajemnej niechęci małżonków i poprawne relacje z sąsiadami. Ale wszystko było wreszcie perfekcyjnie.

Poza tą przeklętą listwą przeciwprzepięciową. Listwy jej się zachciało. Co ona w ogóle jarzy o przepięciach, poza tym że już od rana wysokie napięcie, a jak coś spytasz, to iskry lecą? Nigdy nam nic nie spaliły pioruny siarczyste: ani styrty, ani komputera, ani nawet sokowirówki od teściowej, a przydałoby się, bo te wynalazki z pietruszką, jabłkiem i selerem to zwykła bierna agresja przebrana za dietetyka z dyskontu. Raz się w domu sprzęt upalił, jak postawiła czajnik elektryczny na palniku gazowym, a i to niezbyt poważnie, bo dopiero na remont kupili nowy.

Ale nic, chce listwę, dostanie listwę. Taka prosta transakcja – jej poczucie bezpieczeństwa (łamane na kontroli) za mój święty, taka jego mać, spokój i ciszę w salonie. A gdy chcesz szybko i tanio taką transakcje przeprowadzić, to ładujesz się do wysłużonego kombi-paserati i pomykasz na granicy tolerancji licznika do najbliższego oddziału Szpejexu (dawniej Pol-Szpeju, ale zmienili nazwę odkąd się wydało, że większość produktów płynie z Państwa Środka).

*

Zenek stoi przed ścianą płaczu, lecz nie płacze. To niemęskie. Męskie jest zepchnąć te emocje przez grdykę, do brzucha, zatrzasnąć wieko pyska i zmarszczyć jedną brew dla dramatycznego efektu. Kiedyś może tak znienacka wydrzeć na kogoś mordę bez powodu, albo wyhodować wrzody, ale nie uprzedzajmy faktów - o tym w kolejnym odcinku.

Więc Zenek się gapi i się napatrzeć nie może. Jakie tam Zeus-Exy, jakie KabloGromy, jakie wynalazki egzotyczne i w cenach science-fiction. Co drugi wygląda jak rekwizyt ze znanego serialu Husaria w kosmosie, co trzeci nie działa bez apki na abonament, prawie każdy ma lampek jak choinka. Jeden zwłaszcza przykuł jego uwagę – zgrabna, nowoczesna, przyjemna dla oka listewka na pięć gniazdek z prostym wyłącznikiem i tylko jedną małą diodą. ARMAC Z5 pisze na opakowaniu. Znaczy jest napisane, ale Zenek piśmienny w stopniu podstawowym, dla Zenka liczy się konkret, a konkretnie święty spokój. Zezuje na cenę. Przyzwoicie. Jeszcze jakieś tam ma Wernyhory, jakieś blokady na dzieci (już pouciekały, ale na Halynę i kota się nada), jakiś onanizer na kable. Przyjemnie.

Już ma iść do kasy, ale nagle przed oczami kaskada równań, rachunków, tabela zysków, strat i przeliczników walutowych. O Matko Chmielowa, ile to browarów? No przecież to i tak dla picu ma być, przeca to jasełka i malowanie trawy na wizytę pierwszego sekretarza, więc w sumie co za różnica? Wziął KabloGroma za jedyne 29,99 pe-el-enów i zadowolony, dziarskim krokiem ruszył w stronę auta.

*

Powietrze stoi, martwa natura, olej na płótnie, plamy na sofie. Zenek upocony, podpalony, odarty ze złudzeń, że wynajęta za małą fortunę Dom-Ekipa porobiła gniazdka w miejscach wskazanych przez zdrowy rozsądek. Oburzony komicznie krótkimi kablami od sprzętów (za jego czasów kable były dłuższe, wpiął sam telewizor) obrabowany z drugiej połowy meczu (orły wstały z kolan i zrównały 7-7), skrojony z co najmniej połowy prażynek i swojskiego chłodu piwa, dającego jeszcze godzinę wcześniej ulotną nadzieję na przetrwanie popołudniowej duchoty. Teraz będzie musiał ciepłe pić. Bohater we własnym domu, ktoś musi.

-Co za podanie, proszę państwa, jak to Pyskowiak wsadził pod nogi Prawandowskiego! I ruszył jak Wartburg, jak Maluch na ssaniu, jak Żuk po ręcznym rozruchu, cóż za wspaniały świński trucht. W tym upale, proszę państwa, to cud że w ogóle się przemieszcza. To pasja gry w reprezentacji dodaje mu skrz… I strzaaaaaaaaaaaał…

-Kurrrrr… Następna poprzeczka! W okienko było strzelać baranie, synu szklarza ty niepociumany, zezowaty zdrajco! W klubiku to umisz, co? Za petrodolary i krzywy ryj na paczce chrupek! Łbem o tę poprzeczkę se walnij, niewykorzystana szanso ty!

W myśl zasady, że jak ma się coś skasztanić, to zwykle zbiera się tych cosiów kolegium (w końcu piłka nożna to sport zespołowy) w jednej chwili wydarzyło się, co następuje.

*

Halyna wynurzyła się z kuchni niby-lewitując, jakby ktoś na patyku albo deskorolce przesunął ją wzdłuż nowiutkiej orzechowej framugi i ustawił symetrycznie w środku drzwi. Na twarzy szara strefa ekspresji, paz ziemi niczyjej między zmęczeniem, rozczarowaniem a obietnicą kiełkującej agresji. W lewej dłoni ręczny wiatraczek (w promocji Szpejexu tylko 14,99 za dwie sztuki przy zakupie trzech, dostępne tylko w sezonie burzowym, lub do wyczerpania kasjerów), w prawej wałek do ciasta (Szpejex oferta stała, drewno identyczne z naturalnym, 8,99, rączki kupowane osobno), na głowie wałki-lokówki typu ośmiornica, w głowie wałki podatkowe, głęboko w pupie ideały burżuazyjnej przyzwoitości. Dekorum zachowane na pełnej.

Na ekranie 65” Pyskowiak z mordą do Prawandowskiego. Ten splunąwszy przez lewe ramię idzie z nim w to mucho macho latino, ich nosy niemal się stykają, napięcie rośnie, opór maleje, testosteron ocieka nimi oboma. Beta orbiter sędzia kalosz krąży wokół nich jak napędzany czekoladą york, jak karłowaty księżyc wokół zwaśnionych gazowych gigantów, pełen zapału ale bez bazy i tematu. Nie wie jak zagadać.

Zrywa się wiatr. Er-frajer faulowany ramą okna tańczy kulawą sambę na granicy parapetu (kto go tam postawił, pozwana nie wie, nie powie, nie widziała zła) po czym robi odważny krok naprzód, ku przemianie energii potencjalnej w kinetyczną. Widać błysk, słychać grzmot, zero pauzy.

*

Takie zwykłe, przeciętne, statystyczne i mieszczące się w granicach normy wyładowanie atmosferyczne wyzwala energię równoważną detonacji 120 kilogramów trotylu, czyli ok. 500 megadżuli. Prąd o natężeniu od 15 do 50 tysięcy amperów i napięciu sięgającym dziesiątek milionów woltów nie bierze jeńców, nie ma poczucia humoru, nie daje taryfy ulgowej.

*

Banda nabuzowanych elektronów, rozbijając się chuligańsko i szukając zaczepki w pomarszczonym worku cumulonimbusa, znalazła sobie jeden malutki wyłom w murze izolacyjnym lipcowego powietrza. Panie, Zeusie w niebiesiech, to był moment. Spłynęły po niewidzialnym sznurku różnicy potencjałów i przygryzając metalową wargę pocałowały antenę satelitarną, nieco już pomarszczoną przez czas i zabójcze UV typu C, torując sobie drogę wzdłuż koryta kabla antenowego wprost na płaskowyż telewizora. Siła uderzenia okazała się być zabójcza, jak kopnięcie Tsubasy, jak buła One-Punch-Mana, jak bluźnierczy amalgamat Tysona, Gołoty i Pudziana.

Przywaliwszy w warystor zasilacza roziskrzona energia przelała się przez jego tamę jak Odra wielkiej powodzi, smażąc scalaki, rozrywając kondensatory, topiąc w amorficzny fulguryt misterną płaskorzeźbę cynowych labiryntów. Tiwisz wydał z siebie ostatni dramatyczny błysk, akurat w chwili, w której Prawandowski miał zasadzić lewy prosty w wykrzywiony pysk Pyskowiaka i zapadł w nieodwracalną ciemność. Jak jednak głosi prastara maksyma Szpejeksu: „Ale to nie wszystko!”

Czoło powodziowe elektrycznego potopu powędrowało dwutorowo: przez kabel zasilający do KabloGroma oraz przez HDMI do amplitunera. Chociaż w nazwie listwa mogła sobie mieć napisane „przeciw”, to pocałowana namiętnie przez samego boga piotunów żadnego oporu nie stawiła – jej wnętrze rozpaliło się do czerwoności, plastikowa skóra zmiękła i stopiła się, a naddatek energii oddała do pozbawionej dalszych obrońców sieci domowej.

Amplituner, uderzony z dwóch stron, znaczy się stereotragicznie, przez tę krótką chwilę żywota nie kłamał napisem Ultra High Current na drapowanym amelinium obudowy. Prostownik się skrzywił, końcówka mocy zasłabła, zwrotnice poszły z dymem, cewki w głośnikach stanęły dęba, kopułki wyprężyły się do skoku. Kawalkada elektronów przetoczyła się przez cały dom, nie pomijając klimatyzacji, pralki, suszarki, zmywarki, pieca CO, piekarnika, lodówki, żarówek, a nawet wpiętego do ładowania lapciaka, na którym Halyna czytała niegrzeczne romanse spod znaku biura, sznura i przystojnego, kasiastego gbura o złotym, a jakże, sercu.

*

Błysk, trzask, smród ozonu i palonej izolacji. Zanim którekolwiek z nich zdążyło się odezwać, znaleźli się w półmroku. Nieprzyzwyczajone do ciemności oczy nie widziały, jak eksplodujące kopułki głośników strącają resztki piwa z krawędzi stolika. Nie dostrzegli siwego dymu, unoszącego się znad trupa KabloGroma, ani jak er-frajer spada balistycznie, w kłującej uszy ciszy, na pozbawioną już elektrycznego podgrzewania podłogę. Jako jedyny nie spalił się, rodzynek w serniku nieogarnięcia, ustępując pierwszeństwa najnowszemu modelowi Garkuchniomiksa, by – o ironio – prozaicznie roztrzaskać się na części. Kiedy modny ideał współczesnej kuchni całkiem dosłownie sięgnął bruku, było już po sprawie. Dom był elektronicznie martwy. Straty wyceniono na 2,70.

*

Na stosie pięknych elektrośmieci, w kadzidlanej aurze nowości i spalenizny, spoczywa brat nasz w zjaranym niebycie, mężny KabloGrom, który z wigorem stuletniego ochroniarza stawił opór milionowej armii nakoksowanych elektronów. Pokój jego bezpiecznikom.

Przeczytaj również

Zapisz się do naszej listy mailingowej aby być na bieżąco
4 produkt do porównania produkty do porównania produktów do porównania
Porównaj Wyczyść
Dostosowujemy się do Ciebie
Ta strona korzysta z plików cookies
Wykorzystujemy pliki cookies do prawidłowego działania strony, personalizowania treści, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w sklepie. Szczegóły znajdziesz w naszej polityce prywatności. Czy zgadzasz się na wykorzystywanie plików cookies?